Autorki

NIEPOPRAWNA ARTYSTKA – EDYTA

Kiedyś chciałam urodzić się w Nowym Orleanie, w latach 20. Poznać Josephine Baker i Louisa Armstronga. Nosić fale na czarnych i błyszczących włosach owiniętych opaską, trzymać w ręku wachlarz piór i mieć na szyi długie sznury pereł. Niestety teraz z latami 20 łączy mnie niewiele. Może jedynie miłość do Armstronga i chęć zwiedzenia Ameryki tyle, że Południowej. Lubię dżinsy, nie noszę pereł, fal na włosach nie mam, a do Nowego Orleanu mam daleko.

Trzy najczęściej wypowiadane przeze mnie słowa to: „zaspałam”, „spóźniłam się”, „zapomniałam”.  Uwielbiam spać do południa i robić nic. Chętnie czytam książki, zwłaszcza te o muzyce klasycznej, której słucham namiętnie. Czasem pogrywam sobie na skrzypcach, jak Tekla z Pszczółki Mai (żyję nadzieją, że trochę lepiej mi to wychodzi). Zawsze chciałam być perkusistką w zespole heavymetalowym, ale nic z tego nie wyszło. Teraz nie lubię metalu. A to, co w życiu przychodzi mi najtrudniej, to pisanie o sobie 🙂

POMYSŁOWA WIZJONERKA – MARTA

Marta, choć miała być Anna. Informacja ważna ze względu na to, że wybór imienia o mało nie doprowadził do rozwodu rodziców. Talent do pakowania się w kłopoty odziedziczyła po mamie, umiejętność wyplątywania się z nich – po tacie. Weekendowa marzycielka, w tygodniu twardo stapająca po ziemi. Zagorzała fanka siatkówki, filmów o lotnictwie, koncertów symfonicznych i pierogów ruskich babci.  Absolwentka Germanistyki, wychodząca z założenia, że warto znać język wroga…

Z zamiłowania dziennikarka sportowa. Od lat beznadziejnie zakochana w Ivanie Miljkoviću. Święcie przekonana, że gdyby tylko wiedział o jej istnieniu, z całą pewnością żyliby długo i szczęśliwie, oczywiście w Norwegii. Nie grzeszy skromnością. Urodą też nie, ale przecież liczy się wnętrze;)

ZWARIOWANA KREATORKA – EWA

Nie będę pisać o tym, że śpiewam pod prysznicem i że jak byłam mała zbierałam kolorowe kartki do segregatora – ba, kto tego nie robił…Nie będę też pisać, że zawsze marzyłam o księciu z bajki na białym rumaku, bo to nieprawda. Sam książę wystarczy.

Ci, którzy mnie znają powiedzą, że jestem szczera. No cóż, szczerze powiem, że tak jest. Nie owijam w bawełnę i walę prosto z mostu. W życiu nie lubię dwóch rzeczy: spóźnialstwa i kiedy ktoś używa „oj tam, oj tam” jako argumentu na wszystko. Skoro już się zwierzam to muszę dodać bez czego nie mogę się obejść. Zdecydowanie na szczycie listy są sport i guma do żucia z tatuażem. Lubię postawić na swoim, a „a nie mówiłam” to moje ulubione zdanie. Kiedy jednak coś idzie nie po mojej myśli wyglądam mniej więcej jak na zdjęciu obok. Niech nikogo nie zmyli ta mina. Nie umiem się gniewać, a foszka strzelam tylko na 10 sekund.

Klnę jak szewc – w końcu trzy miesiące w roku spędzam w towarzystwie samych panów – co poradzić, taka praca. Choć pewnie gdyby nie moja wesoła drużyna RR,  nie pisałabym teraz tych słów i nie tworzyła tego portalu. I właśnie dlatego uważam, że choć „Seksmisja” to jeden z lepszych polskich filmów, to świat bez mężczyzn byłby zwyczajnie nudny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s